Pokazywanie postów oznaczonych etykietą orzeszki ziemne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą orzeszki ziemne. Pokaż wszystkie posty

W DRODZE

- Zawróć!- poprosiłam Jay'a, kiedy śmignęliśmy obok przydrożnego straganu tuż za farmą z fistaszkami. Mimo iż burza wisiała na włosku i trochę się spieszyliśmy, nie mogłam sobie odpuścić takiej okazji. Floryda oprócz cytrusów i kokosów na poboczach wiejskich dróg kryje różne, ciekawe rarytasy. Czasami jest to ususzone mięso aligatora. Innym razem wędzone mullety. Nawiasem mówiąc fryzura na mulleta, to po naszemu czeski hokeista - długie włosy z tyłu, krótkie z przodu i po bokach. Równie rzadko spotykana, co ta ryba. Począwszy od lata do późnej jesieni pojawiają się tu i ówdzie przedsiębiorcy z 200-litrową beczką po oleju, w której na ogniu pichcą się świeże fistaszki w solankowej brei. Warto przymknąć oko na gęsty dym i bajzlowate otoczenie tych przydrożnych przybytków. Gotowane fistaszki są przepyszne. Chyba nawet lepsze od przydrożnego bbq z kozy. Przy okazji można nabyć słodziutkie brzoskwinie, miejscowe, gigantyczne awokado i inne sezonowe pyszności. Niezmiennym elementem bodaj wszystkich tutejszych warzywniaków jest lokalny miód: z palmy sabałowej, kwiatu pomarańczy, podkręcony smakiem limonki itp. Moim ulubionym jest "tupelo", z drzew o tej samej nazwie rosnących na mokradłach. Ma cudny zapach, bursztynowo-zielonkawy kolor i nie podlega procesowi krystalizacji. Taki wiecznie płynny miód łatwo dolać do maślankowo-owocowych koktajli, dressingów do sałatek i mrożonej herbaty. Ponoć pszczoły produkują go coraz mniej. - Jay! Zawracaj! Kupimy jeszcze jeden słoik.


Niedaleko Ocala, jakieś 100 mil na północ od Orlando, natrafiliśmy na gotowane fistaszki i miód z mokradeł. John, właściciel straganu,  obiecał nam, że następnym razem postara się o ogon aligatora przyrządzony na grillu.

KAWIOR BIEDAKÓW

To nie była miłość od pierwszego ugryzienia. W zielonych smażonych pomidorach zakochałam się od razu. Grysik z krewetkami oczarował mnie już na pierwszej kolacji. A słodka, mrożona herbata zaczęła śnić mi się po nocach. Natomiast gotowane orzeszki ziemne* jakoś nic. Początkowo nie dostrzegłam w nich ani poezji smaku, ani oryginalności charakteru. Do czasu. Kiedy po paru latach powróciłam na Południe Stanów i za namową straganowego kusiciela spróbowałam jego gotowanych fistaszków, wraz ze słoną przekąską połknęłam bakcyla. To było olśnienie! Gorące, miękkie fasolki wciągnęły mnie jak młody bób. Tyle, że w odróżnieniu od bobu, fistaszki - nawet te młode - muszą się gotować co najmniej cztery godziny. Przepis jest dość prosty. Potrzebna jest woda, surowe orzeszki w łupinach, duża ilość soli i wolnego czasu. Na rolniczym, niespiesznym Południu zawsze da się wygospodarować kilka godzin na pichcenie i rozmowę z sąsiadami. Żartobliwie zwane "kawiorem biedaków", gotowane orzeszki ziemne można spotkać na przydrożnych straganach, wiejskich jarmarkach, miejskich bazarach a od kilku lat również i w modnych knajpach. Bywają mocno słone i intrygująco ostre. A w Empire State South w Atlancie kucharz-celebryta Hugh Acheson robi z nich...humus. Palce lizać!

zdjęcie Ben Lebovitz


Przepis na humus z gotowanych fistaszków oraz inne, zmodernizowane przepisy przysmaków Południa znalazły się w książce Hugh Achesona zatytułowanej "A New Turn in the South: Southern Flavors Reinvented for Your Kitchen". W 2012 r. zarówno Acheson jak i jego książka zdobyły prestiżową nagrodę Fundacji Jamesa Bearda.

*Więcej na temat gotowanych orzeszkach ziemnych znajdziecie w moim artykule "Miękki orzech do zgryzienia", który ukazał się w 7 numerze KUKBUK-a. Zachęcam do lektury!